sobota, 3 kwietnia 2021

Chrystus Zmartwychwstał

 


 

 

Chrystus Zmartwychwstał

 

Ewangelista Jan napisał, że

Jezus umarł około szóstej w piątek,

być może 3 kwietnia 33 roku. 

Nie ma już pod krzyżem plam krwi,

płynącej jak urywana fala westchnień,

nie dźwięczy tamten szloch.

Kamień zsunął się z grobu siłą

zmartwychwstania,

a my nie możemy spodziewać się otulenia

ciepłą wiosną.

 

Wyposzczeni z radością zauważamy

Chrystusa,

i lżej nam, bo On powstał z grobu,

bo odrzucił kamień, który oznaczał rozpacz,

lecz nie chcemy być bezradni

wobec siebie i obojętni wobec bliźnich.

Tak życie ze śmiercią się połączyło,

że czas stracił orientację i nie ma

znaczenia, czy róże mają kolce.


Więc jeszcze wołamy:

Znamy Twój krzyż Panie,

lecz Panie, prosimy

o siły do usunięcia przyczyny naszego

cierpienia, wywołanego zarazą.

Daj nam moc byśmy potrafili

wnet ją pokonać.

W ostatnich dwóch latach

nasza codzienność wciąż

jest kaleczona a radość oddalana

na nieoznaczoną odległość...

                 Wielka Sobota 3.04.2021           

środa, 31 marca 2021

Wiktoria Regia z ważkami

 

 


 

Wiktoria Regia z ważkami

Nad wodą. – Nie jestem Wiktorią – mówi grzybień biały.
A żółty się odzywa w ten sposób: – Mów mi Grążel.
– Dobrze, ale ja nie jestem na ty z tym żółtkiem
z makówkami. Jestem sobą. Moje są jeziora.
– Jesteś zarozumiały.
– Nazywam się Grzybień Biały. Niedługo odwiedzi mnie
Wiktoria Regia, zakochana w naszych świteziankach dziewicach.
Teraz wydłuż ciekawość. – Opowiem ci… o świteziankach…
Posłuchaj.
– To pycha. Dlaczego mnie obrażasz? Jestem twoim kuzynem.
Czy masz mało wody w ustach?
– Przepraszam, mam dzisiaj zły dzień – poprawia się grzybień.
Franciszkowi wydaje się, że słyszy o czym rozmawiają te rośliny
wodne o długich ogonkach.
A później, ile razy zwiedzał wystawę obrazów w muzeum,
miał nadzieję, że trafi na dzieło poświęcone wielkim nenufarom.
Albo że trafi na obraz Piotra Naliwajko „Zimowa pieśń
krótkowzrocznego wirtuoza”, przeniesie się na parapet okna
gdzieś nad stawem… ale to tylko złudzenie, bo obraz wyjechał
zagranicę. To dzieło, które wywarło na nim tak spore wrażenie,
istnieje pod nieznanym mu adresem: jest to zastanawiające
uchwycenie pewnego momentu ze skrzypkiem i kobietą na
parapecie okna, przed laty, gdy stało się pierwszą stroną okładki
tomiku jego wierszy, i jest wciąż w nim obecne. Gdy ma
kontakt z dziełami malarskimi, to najpierw słyszy w sobie: Nie
spotkasz tu krótkowzrocznego wirtuoza. I szuka bezwiednie
odtrutki – Wiktorii Regii, która do tej i tamtej palmiarni nie
przybyła. Widział świteziankę dziewicę w zaroślach na brzegu
jeziora Przedwieśnia i wypatruje jej na liściach nenufarów
o długich ogonkach… Jest kontent, bo posiada akwarelę „Wiktoria
Regia z ważkami” Marzeny Janeczko z d. Thiele
i może się przenosić w głąb inwencji. Liście Wiktorii królewskiej
posiadają liczne komory powietrzne i dzięki temu pływają.
Każdy chciałby mieć takie komory... Pani Marzena jest także
projektantką i wykonawczynią pięknych witraży. Twórca jest
2
człowiekiem, który się otwiera i zamyka. Może milczeć, lecz to
co wyrazi na obrazie jest opowieścią w wielu niezwykłych słowach.
Teraz Franciszek odpłynął... zapatrzył się w obraz Georges’a
de La Toura „Oszust z asem karo”. Wcale nie w rękawie.
Najbardziej zdumiewające jest, że duch tego obrazu ożył.
Wtrąca się do gry, zmienia kolor i kształt, oszukuje oszusta,
wodzi za nos, dalej, wiódł go po wyobraźni i wyprowadzał
w niezaorane pole, zaburzał intuicję. Otulał ciepłym wiatrem.
Najpierw mężczyzna kombinował, potem wsunął karty za
pas nad lędźwiami. Najbardziej nietrafione było to, że niczego
sprytniejszego nie wymyślił i musiał się poddać, a trzy szesnastowieczne
karciane damy podejrzewały, że ktoś późny je obserwuje.
To zwiedzający… Już miały wyrazić się, lecz nie znały
zarania XXI wieku. Pozostały więc w sytuacji, gdy spoglądają
z ukosa jedna na drugą i trzecią, a on wypatruje i udaje diabła,
który mu poda asa karo zza jego pleców, a zatrzyma ubogą kartę,
tkwiącą pod szerokim pasem z brązowego sukna. Tu nieuprawnione
karty aż się rwą do szachrajstwa. As karo wygląda
i wygląda, a wzrok oszusta tak daleko nie sięga, nie umie się też
dogadać sam z sobą, a diabeł jednak nie nadchodzi. Karciane
damy z piórami w modnych na ów czas nakryciach mają po
kilka monet, zatem wygrywają… Bufiasty rękaw środkowej
damy mógłby ukryć podstęp i go wykorzystać. Nie widać też, by
i ona trzymała asa za śmiało ukazanym dekoltem. Ile to razy
już, już serce robiło pkpkpkp… Przystojny oszust z kocim nosem
trzyma asa w palcach kciuka i wskazującego i trzyma, a nic
zamienia się w nic… Malarz już odszedł, a on trzyma za palcami
asa karo. Już Luwr przejął dzieło La Toura, a on oszust odtąd
czuje się nieźle. Musi się zadowolić oglądaniem jego ochoty
na wykolegowanie karcianych dam przez tłumy odwiedzających
Luwr. Pani Marzena mogłaby interweniować, ale jest artystką
i swoje malarskie zdanie trzyma na uwięzi.
I jak w takich sytuacjach bywa, Fredowi narodziło się skojarzenie
z wydarzeniem sprzed pół wieku. Nagle i niespodziewanie
koncept zrywa się z miejsca jak fala wichru. Oto
z jego damą Izoldą oboje zwiedzają poznańską palmiarnię.
Franciszek ich podpatruje. Jaka egzotyczna, zadziwiająca!
3
Dżungla. Ogród botaniczny kojarzy się Fredowi zawsze z botaniką
ze szkoły podstawowej. Nie lubił tego przedmiotu, bo musiał
podążać za nauczycielką i wchodzić w liście i łodygi, kwiaty
i budowę pni drzew. Lubił je zrywać, łamać, oglądać, ale nie
wnikać w ich miąższ. Kiedy pani wystawiała mu z tego przedmiotu
dobrą ocenę, nie był zaskoczony, bo o zewnętrznych właściwościach
roślin, ich makrobudowie wiedział sporo i to go
niosło jak woda czółno. A potem… Dochodzą do stawu pokrytego
liśćmi i gdzie niegdzie białe grzybienie. To Viktoria Regia
z rodziny grzybieniowatych, ta pochodząca z Ameryki Południowej.
Zauważają. Liście mają średnicę półtora metra, są na
brzegach podwinięte, twarde, skórzaste, zielone radością, nikt
nie jest ciekawy, że ich obwód jest większy od średnic o p (pi).
Okazuje się, że stolik karciarzy znajduje się nie we Francji, lecz
tu nad sztucznym stawem w poznańskiej palmiarni. Do palmiarni
chodzą zakochani. Ona siada na kamiennym brzegu
stawu, on przygląda się jej i proponuje przejażdżkę na liściu.
Ukochana się uśmiecha niedowierzająco i wstępuje do stawu.
On jest błyskawicą. Zamiast liścia jest piroga… Po drugiej stronie
ważka niebieskoskrzydła porusza błonami na znak protestu.
Zakochana w Wiktorii...
W pewnej chwili na jednym z liści można zauważyć siedzące
dziecko, na drugim krasnoludki urządzili bal, na kolejnym
biją się dwie kokoszki o obszar liścia, na kolejnym ważki dziewice,
trochę dalej wąż wystawia głowę spod liścia, potem
z górnej części tułowia robi krąg podparty na pozostałym wężowisku,
podpływa, podpełza do stolika, podnosi liść z dzieckiem
w górę i podaje damie w brązowej peruce, która miała już
wyłożyć karty i radośnie oznajmić wygraną, a oszust chciał ją
zaszachować asem karo, lecz w tej sytuacji wszystkie osoby
poczuły się zakłopotane. Bo czyje to dziecko? Policja poszukuje
rodziców. W tym czasie wpadł do Freda kolega z lat pracy
w nadzorze i opowiadał. Zaczął od wydarzenia, którego nie był
świadkiem, ale jest przekonany, że to prawda. Otóż dziecko
niemowlę baraszkowało na liściu Wiktoria Regia i w pewnym
momencie na ten talerz spadł ostry niewielki przedmiot, który
przedziurawił jego blachę, chociaż jest ona gruba. Co się działo
dalej… nie dokończył, lecz zapewniał, że dobrze się działo. Wąż
4
uratował dziecko, a podejrzewano go o niecne zamiary. Nie
spodziewamy się dobra, a ono nagle się rodzi. Wydobywa
z zarodka i przychodzi na świat.
Teraz wąż z rodziny boa, życzliwy ludziom, wysyczał, że to
dzieło oszusta, a matką jest Klementyna, ukrywająca wdzięki
pod kołnierzykiem z krawatem wstążkowym w brązie. Z tej
konsternacji mógłby ich uwolnić malarz, lecz on już odszedł,
zatem co dalej? Czy poproszą panią Marzenę? Muszą się odsunąć
od stołu, karty wypadają im z rąk, as karo ląduje na liściu,
kobiety widzą asa i już wiedzą i nie więdną, że Filipowi nie udało
się ich oszukać. Dziękują wężowi, a on syczy dalej, aby Klementyna
zajęła się chłopczykiem, bo to jej i tego faceta synek.
Któż by się spodziewał… Wtedy Filip budzi się z myślą o oszustwie
i patrzy z niedowierzaniem na Klementynę.
– Bo nie chciałam abyś o tym wiedział. Skoro tak się stało,
to teraz musisz ten skandal przeboleć i się ze mną ożenić.
W przeciwnym razie powiem tatusiowi i on cię wyekspediuje
tam, gdzie rośnie Viktoria Regia. Zakochana świtezianka dziewica.
Jaka to miłość ważki i liścia?
– To nawet dobrze, bo dawno chciałem się wybrać do
Ameryki Południowej, tylko nie miałem za co. Myślałem, że jak
wygram w karty, to będę miał pieniądze. Dama w środku pokazuje
niepewnie palcem, że jeszcze raz z nim zagra, teraz o niego.
Na pewno przegra… Klementyna, gdy to usłyszała, zdzieliła
ją złotym łańcuchem, który miała na szyi. W ten sposób obraz
się rozpadł, a Luwr podniósł alarm, że skradziono…
W tym czasie astrofizycy dowiedzieli się, że księżyc Jowisza,
czwarty co do wielkości, Europa, jest spękany. Odkryto na
nim olbrzymi zbiornik ciekłej wody, co jest zaskakujące, bo
może żyją w nim obce organizmy, o których nic nie wiemy. Czy
tam mogą kwitnąć nenufary? Zatem lata 90. XX w. to sam
miód. Snuje się takie przypuszczenia, że pod lodową powierzchnią
działa ocean. Księżyc Europa jest trochę mniejszy
od ziemskiego satelity, ma nieco ponad trzy tysiące kilometrów
średnicy i to ludzkość cieszy, ale ludzkość o tym nie wie i będzie
wiedziała w kratkę. Będzie się kąpać w gejzerach tego satelity
Jowisza? Będą pływać na wodzie liście Wiktoria Regia,
a Izolda z Fredem zachwycą się innym światem? Auguste Rodin
siada przy marmurze i rzeźbi „Pocałunek”– dwoje kochan-
ków w uścisku, zbliżeni i pochłonięci sobą… Viktoria Regia
wypływa na szerokie wody satelity.
Czy takie rośliny, jak Grzybień Biały są smutkiem? Czy
może Grążel Żółty jest zasmucony? Nie, bo one cieszą oczy turystów
z tych stron.
Filip marzy o Klementynie jak o banku, a ona taka nie jest
– sądzi, że Filip jest bankiem.
Franciszek dowie się o tym jutro.
Karciane damy z piórami w modnych na ów czas nakryciach
znowu mają garść monet, na pewno namówią faceta do
dalszej gry, chociaż wiedzą, a może nie, że to oszust, bo przecież
już nic innego nie mają do roboty, lecz czy znowu wygrają...
To są monety czasu. Być może dalszy ciąg odbędzie się już
na innym obrazie.
Wartość dzieła a wartość człowieka – któż nad tym się zastanawiał?
Na przykład w świecie zachodnim a w Chinach...
Franciszek powiedział do Małgorzaty, że on na pewno nie
chciałby Klementyny za żonę.
– Ależ dlaczego? – udaje zdziwioną Małgorzata.


                                                                                2019

sobota, 27 marca 2021

Nacios

Nacios

Uwielbiać spokój i lecieć jak kosmonauta

i omijać przestrzenie pandemii,  

to znowu tkwić jak kołek, ale nie ustępować,

i patrzeć w lustro i widzieć nieogolonego

faceta z rozczochraną fryzurą.

 

I niech on cię nie poznaje. I niech się odezwie:

Umiesz chyba mówić.

Powinieneś się ogolić - niech powie. Pewnie uczyłeś do nocy...

Jestem życzliwym facetem - niech doda - i chociaż cię nie znam,

mogę cię pozbawić tygodniowego zarostu. Nawet bezpłatnie,

jako wolontariusz. Zdezynfekowałeś konary i lustro? 

Nie obawiaj się, nie myślę, że noc jest dwunastogodzinną

zimą w Andach, no i nie pochodzę z poetyckich wykopalisk.

 

No niech powie: Siedzisz przy swoim sprzęcie i wiesz,

że nie każdy uczeń ma dostęp do zdalnego nauczania,

że czujesz tę rezystancję, rozczarowanie błądzi po ekranie,

palce nie trafiają w klawiaturę. W okno puka

pogorszenie relacji nauczyciel - uczeń, telefonuje rodzic...

To teraz niech powiem: Nie zgubiłeś się, prawda?

Trzymasz głowę w chmurze medialnych

przeciwności. Nastawiasz się na wyrozumiałość

i rozumienie świata, i mówisz o tym na webinarium.

To bardzo dobrze. Trzy minus.

Ale niech on już nie mówi, że rośnie liczba nawiedzonych,

niech on powie, że rośnie liczba zaszczepionych...

niech jeszcze coś wymyśli, bo

koronawirus wciąż przechytrza ludzkość,

i trwa serial zaprzeczeń i utyskiwań.

                                                                    marzec 2021

 

 

niedziela, 21 marca 2021

Wodne skrzaty

 

    Piotruś Rychlicki

    Wodne skrzaty

 

    Gdy na dworze pada deszcz,

    Wtedy mnie przechodzi dreszcz.

    Zaraz przyjdą wodne skrzaty,

    Mają z wody piękne szaty.

    Rozrabiają i fikają,

    Różne rzeczy przewracają.

 

    Nagle przyszła wróżka dobra,

    Za nią przyszła wielka kobra,

    Kobra zjadła wszystkie skrzaty,

    Wróżka zaś sprzątnęła szaty.

  Dość już tego rozrabiania!   

  Czas do lekcji odrabiania!

                                niedziela, 23.10.2005

czwartek, 18 marca 2021

Korki u bram

 

PIOTR RYCHLICKI

 

Korki u bram

 

tkwi kolektyw
kupa dusz

i kolejka
ani rusz

to korowód
tabun tłum

bohema i
kolegium

zbiorowisko
zgraja zlot

niefortunnych
zdarzeń splot

otępiała
materia

nieruchawa
mizeria

zbici z tropu
w duchu klną

zbici w grupę
ani drgną

powód święty
poszedł spać

innym świętym
przykład dać

poniedziałek, 8 marca 2021

Robotny...

        Robotny...

 

       Stach od sztuczek wpadł na pomysł giętki

       - zamiast bukietu wyczarował dwie jętki.

       Co pokazał, to skrył i jest ze sobą w fazie...

       Z tego powodu świeci w neonowym gazie,

       A widzowie z podziwem, jaki on prędki…

„EOL” Człowiek ilorazowy

 


 

 

 

„EOL”

 

Człowiek ilorazowy

 

Zaraza przyspiesza cyfryzację. Wśród chorych pracują maszyny.

Na twoich oczach narodził się nowy model edukacji,  

lecz dla ilu uczniów, bo dostęp jest jak postęp... To las

możliwości i zahamowań. Tu masz tablicę interaktywną,

tu monitor multimedialny, tu twoja sieć edukacyjna,

a w przestrzeni bytu koronawirus -

sprawca powikłań, ale nie równości.

 

Nosisz już w sobie dobrze usadowione pojęcia

platforma - portal - pakiet office - strona - dane do logowania -

hasło - link - nowy adres e-mail, gdzie jest Skype, włączasz kamerę.

 

Ciemny ekran - nie tylko miłość jest niewiadomą wielokrotną.

Sprawdzasz twój iloraz zadowolenia i nie określasz granicy.

Oto w taki złożenie prosty sposób przenikasz do nowego świata.

Nie czujesz się mieszaczem i zdalnym opowiadaczem.

Pełen nadziei buszujesz na krańcach wyobraźni

i zbliżasz się do spotkania z twoją grupą słuchaczy,

których przecież lubisz, chcesz, by stali się ludźmi rozumnymi,

odzianymi w delikatną jak miłość, białą satynę, ale twardzi i niezawodni.

 

Możesz już sprezentować sobie dobrą chwilę umiarkowanego

terroru naukowego i powstrzymać się od drogi na skróty do celu.

Chciałbyś zbudować baterię biologiczną z wykorzystaniem koronawirusa -

zaprzęgnąć go do pracy na rzecz ludzkości. 

Od razu mówisz, że nauka nie ma płci i proszę przesunąć wzrok

na rzecz wyjaśniającą sens złożoności zagadnienia i pasję uczenia się,

nawet na własnych błędach. I radzisz liczyć. I licz na siebie. Zlicz cele,

podlicz osiągi, ustaw dostęp. Ryby liczą. Ptaki i małpy liczą.

Młodzież liczy, że ten horror wkrótce się skończy.

Nie masz tego samego na myśli, bo trzeba iść... Kto jeszcze liczy?

Chwilami czujesz się, jakbyś się układał z ciemnymi mocami.

 

Trzymasz za poły dobre samopoczucie i pełen mobilności uważasz,

że twoi podopieczni podążają za tobą, a ty płyniesz przez

ocean gorliwości, chociaż to może tylko staw hodowlany

i masz się w trybie online, i nie zdarzy się offline, depresja i opór -

niechętne nastawienie? Zdun je rozebrał i wyszedł z internetu...

Zatem twój punkt widzenia nie sprowadza się do punktu.

Zatem nie musisz zakradać się do cudzego ogródka, żeby

zerwać garść cudzych argumentów jako twoje wsparcie.

Jaki masz teraz iloraz zadowolenia?

   

                       Wyróżnienie w XIII Konkursie ZNP 2021

 

 

 

 

 

 

 

niedziela, 7 marca 2021

Doczyszczacz głów wieprzowych

 

     Doczyszczacz głów wieprzowych

    Doczyszczacz głów wieprzowych

                                                                   mawiał,

      że od świńskiego ryja woli nabiał,

    bo kiedy świeże pije krowie mleko

    od świńskich czynów jest daleko.

poniedziałek, 1 marca 2021

Bywało...



       Bywało...

        Telesfor z Sokółki

       Z barmanem do spółki

        Kupili litr wódki

         I były tego skutki -

        Spadli w teatrze z jaskółki.

                                  2019

 

Przygoda

        Przygoda

       Jur Dyrdymała w Pampie

        Jadł lody wisząc na lampie,

        A gdy spadał doznawał rozkoszy,

        Większej niż dziesięć groszy,

        Bo zawisł na wampie.

 

Leda i Zeus

 

        


 

       Leda i Zeus

 

         Leda rzekła do Zeusa:

          Niech on pełza!

          I Zeus

          Pełzł.

 

          Gdy dopełznął do jej łona

          Wnet ze śmiechu kona:

          Przecież ja się w niej nie zmieszczę,

          Nie poczuje, że ją pieszczę.

 

          Leda słysząc to, oburzona,

          Lecz wcale nie zatrwożona,

          Wzięła swoje fiksmatynta

          I została piękna święta.

 

          Święta Leda?

          Jaka szkoda,

          Jaka bieda!

          Ona już nikomu nie...    

                  

                                       marzec 1998 r.  

sobota, 27 lutego 2021

Polna stodoła

 Polna stodoła

 
Mówiono na nią krótko: wiata. Była widoczna z daleka na rozległej
równinie pomiędzy pojedynczymi wysokimi lipami
w znacznej odległości od nich. To rozległy dach na drewnianych
słupach kłodach po kilka z każdej z czterech stron, pokryty deskami
i papą, lekko spadzisty, z osłoną z desek około metra pod
samym dachem, z taką samą obudową na poziomie zero, z wjazdem
dla wozów konnych, po obu stronach wielkie sąsieki. Podłoże
stanowiła ubita glina. Polna stodoła była widoczna z dworu
właściciela gospodarstwa. Żartowano, że wybudowano ją jeszcze
w XVI wieku w czasach gdy stosowano uprawę trójpolową: zboże
jare, ozime i ugór (ziemia odpoczywała) albo ziemniaki.
W latach gdy zboże młócono już maszynowo, a napędem
była maszyna parowa, lokomobila, to było nawet wygodne, ale
kosztowne, takiej maszyny używano tylko w dużych folwarkach.
Żeby ją przetransportować polnymi drogami na pole ze zgromadzonym
zbożem, należało zastosować zaprzęg z dwóch-trzech
par koni. Po żniwach zwożono tu żyto, jęczmień i owies, a po
kilku tygodniach następowała młocka. W ten sposób uciekano
przed plagą myszy, które chętnie z takiej spiżarni korzystały
i pozbawiały kłosy ziarna.
To był ciekawy okres dla młodzieży. Urządzała zabawy
w wiacie i wokół niej, a dyżurujący chłopski wyrobnik musiał
młodzież przepędzać, bo istniała obawa zaprószenia ognia. To
nie był wielki kłopot. Bywało, że sam się włączał do zabawy.
Słomę częściowo składano pod wiatą, ale też stawiano osobne
stogi. Po żniwach na tych rolniczych obszarach stało po kilka
wielkich stert słomy, nawet dziesięć, które potem do wiosny
powoli znikały. Słomę zabierano na ściółkę i sieczkę dla koni.
29
Mój dziadek opowiadał, że jego i kolegów cieszył okres wiosny,
aż do czerwca, gdy wiata była prawie pusta. Wtedy tu się
spotykali gromadą albo umawiali na randki. Pośród zielonych
pól, przybranych polnymi kwiatami, kwitnącej jasnym granatem
wyki i lucerny, pośród pnączy powojów w białych kielichach,
czepiastej przytulii, czerwonych maków i niebieskich chabrów,
żółci łubinu i kwitnących biało i różowo ziemniaków, zmysły
wyostrzały się i wzmacniały przeżycia. Było to miejsce fantastycznie
urokliwe i pachnące. Tu opowiadano sobie żarty, śpiewano,
tańczono i nie raz wypito po ćwiartce wódki. Czasem niebo
się zachmurzyło, nadszedł deszcz i najpierw gonił się pojedynczymi
kroplami po papie, stukał obcasami, potem jakby słychać
było gromadę damskich obcasów i wreszcie ulewa, a nawet
burza, która jednak nigdy ich nie skrzywdziła.
Tu dziadek dowiedział się, co to znaczy kochać i się spełnić.
Tu kwitły pomysły i utrwalały przyjaźnie, te kiełkujące już
w szkole, gdzie otwierało się niebo i wzrastał wszechświat.
Pod koniec II wojny światowej na polach pozostało kilka
stogów słomy, bo nikt jej nie potrzebował. Było mało inwentarza,
konie poszły na wojnę. A gdy okupant napuszczony przez
donosiciela zaczął przypuszczać, że tu zbierają się partyzanci,
pewnego dnia nasłał samolot z ładunkiem wybuchowym i wiata
spłonęła. Na zgliszczach wyrosły dzikie czereśnie.
Po wojnie już jej nie odbudowano. Pegeerom była niepotrzebna.
Powstawały stogi zboża, które szybko znikały z pól, bo
zapotrzebowanie na ziarno nigdy nie było zaspokojone do końca.
Podaż nie równoważyła popytu.
W pamięci pozostały obrazy, których dziadek nie chciał zapomnieć
i koniecznie musiał je przekazać dalej, swoim wnukom,
zachęcając ich prezentem w postaci drukarki 3D, mówiąc: Spróbujcie
je wydrukować, może się wam uda. Najpierw rabatę pełną
piwonii i nasturcji, a niedaleko od kwiatów tę stodołę...
Różnicę włączcie do nierówności.

Manswet

Manswet


To imię ma smak wulcowni czyli normalnego hotelu, dawniej
o znamionach baraku. Mieszkałem w takim miejscu w drugiej
połowie szóstej dziesiątki lat XX wieku. Mój bohater łaził za
mną, aż wszedł do opowiadania „Człowiek, który potrafi”.
Manswet potrafił. …„i wszędzie być nie otwierając drzwi” – marzył
i wąchał konwalie. Inni tego nie przeżywali.
„Zjawiać się nagle, niespodziewanie, nieproszony, ale też
niewidoczny, gdyby się udało… Tej niesamowitej zdolności
Manswet był pewny…” Zwłaszcza po alkoholu.
A ja tymczasem odkryłem, że korektor tekstów „Zielone
i Czarne” zwątpił w to imię, uznał, że nie ma takiego i poprawił
na Manszet. Regionalnie oznacza to słowo mankiet, normalnie
to opaska na rękę czy nogę, zakładana choremu w czasie zabiegu,
opaska do uszczelniania tłoków… No więc taka opaska do
uszczelniania tłoków potrafiła przejść przez drzwi w sposób niezauważony.
Na drzwiach czasem pozostawał tylko mankiet… Co
się dzieje, nikt nie pytał.
Dziesięć lat później, w 1968 roku Książka i Wiedza wydała
mini książkę formatu A6 Zofii Nałkowskiej „Charaktery” – to
jakby niewielki zbiór opowiadań o imionach, a tego formatu
książek ukazało się multum. I oto czytam dopiero, gdy książka
pożółkła, chociaż inne czytałem wcześniej, a było ich w sumie
z 30 różnych tytułów znakomitych autorów. W 2015 roku, po
wybraniu kilku najciekawszych przez mojego wnuka Piotrka,
pozostało kilka i postanowiłem je przebyć ponownie. Manswet
występuje na stronie 32. Jest takie imię. No wiecie… „Manswet
nie ma rodziny i mieszka samotnie z jedną młodą służącą, którą
musi opłacać i spełniać wiele kaprysów, aby go wiernie kochała”.
„…Manswet żyje, pracuje i kocha, weseląc się w sobie i wielbiąc
Boga…”
52
Ten Manswet nie przenika przez drzwi, ale też ich nie otwiera.
Sprawa wyjaśniona. Nie otwiera szafy narzędziowej, nie
wyważa bram i nie chudnie, bo jest obrazem. Zdarzyło się jednak,
że napisał do ABBY. Pytał, czy gdy byli nad Obem i znaleźli
chociaż jeden baobab, bo on słyszał, że tak i chce się upewnić, to
czy naprawdę znaleźli, czy to tylko legenda, bowiem on gromadzi
niezwykłości, a baobaby nad Obem to naprawdę…
Tymczasem na Białorusi wprowadzono podatek dla bezrobotnych.
W ten sposób być może nierobów zmusza do byle jakiej
pracy, żeby nie płacić. Żeby sadzili baobaby. I bezrobotni podobno
już uciekają przez zamknięte drzwi, a nawet okratowane
bramy, co przyczynia się do zmniejszenia liczby bezrobotnych,
bo do uciekających będzie się kierować śmietankowe pociski
z kałasznikowa, przedtem ostrzegając uciekiniera z kołchoźnika.
Lecz to tylko kilka funtów krówek. Być może, że to właśnie te
baobaby, ale przecież Ob to rzeka syberyjska, a możliwości tak
daleko nie sięgają. Ponadto, szkoda, ale takiej krówki nie da się
wydoić. Zatem czy ten zespół mógłby zaśpiewać dla bezrobotnych
pod baobabem na Syberii? Odpowiadamy: Mógłby. Próby
z niedźwiedziem na Krupówkach… Nie, w Chorzowie na ulicy
Wolności, zimową porą.
A w donicach na słupach latarni będą kwitły pelargonie.
Taki chodnikowy ogród nie obejmuje nierówności.
                                                                                 2016