środa, 9 września 2026

 

                                             To nie AI wykreowała takiego Honore de B.

                                         Może byłby nim, gdyby nie broda,                                                                                             zadarty nos i ten kapelusz. „Komedia ludzka” ...


                    Dostęp do morza

1

Rodzą się coraz to nowe dążenia,          

szalone orkiestry grają w szachy –

rozpycha się wirtualna rzeczywistość.

Przegrzewa matematyczne treści.

Pali się zapał i sztuczne ognie.

Tańczy krzem z germanem,

przyprawiony metalami ziem rzadkich.

Uczeń już nie zobaczy rosłego tranzystora

i tyrystora, ani diody i ich pomocników –

rezystorów z kondensatorami…

 

W skondensowanym świecie to zbiór duchów.

Są jak mikroby, tworzą swoją przestrzeń,

szybsze niż surferski łyżwiarz z latawcem.

Dobrze im służy ludzki umysł.

Sztuczna przyszłość – sekwojowa baza

w masowej pamięci, nie musi się promować

 – to nic takiego, to już sztuczna inteligencja.

Nie urodziła się sama z siebie, powstała

ze źródła mądrości programistów.

 

Chce służyć człowiekowi i go przedrzeźnia.

Tu rozwiąże problem, w rajskim ogrodzie

wpuści człowieka w maliny,

rozbierze do kąpieli…

Jeszcze nie jest zadufana w sobie.

Nikt nie wie, co się dzieje w niej w środku.

2

 

Niezależni oglądacze koszą patotreści,

inni uzależniają się od obrazków

i czują się jak pokrzywy w pokrzywach. 

Młodość łakomie korzysta z dostępu

do morza danych

a AI się odwzajemnia.

Brodzi pośród chwastów, karmi się 

słowami i obrazami, nie obce są jej dźwięki.


Młodość nie zawsze biegnie 

do swojej przyszłości.

Nauczyciel jest wskazówką i hamulcem

przed kolizją. Uśmiecha się i myśli:

jeszcze dzisiaj i jutro

będziesz tak biegł za swoim szczęściem

i przestaniesz się gubić a florysta

wręczy ci bukiet frezji.

Rząd I od góry: Kolejno 2 prostowniki

selenowe; II: rezystory; III: 2 potencjometry,

i 2 kondensatorki, IV: tranzystory, 

V: dioda, dioda, przekaźnik magnetyczny,

2 tyrystory.









 

 

i ten kapelusz. „Komedia ludzka” ...

niedziela, 16 sierpnia 2026

 


                                  "Łuczniczka" z Bydgoszczy

                               Widokówkę kupiłem w Bydgoszczy w 1955 r

                               Wykonał rzeźbiarz z Berlina Ferdinand Lepcke.

                               Pomnik odsłonięty w 1910 r

 

Wolny wiersz do wolnego wyboru

 

Lewy brzeg Brdy w Smukale –

stąd malownicze zachcianki

w dwustronnie spiczastym wrzecionie,

co kajakiem się zwie.

Tak płyniemy z podziwem w oczach,

tak aż do środka obszernego miasta.

 

Ten róg obfitości wrażeń,

ten wiosenny dzień... i już

dopłynęliśmy do przystani

w Bydgoszczy. Tu najpierw

nieprzewidziana kąpiel…

 

A któż tu strzela?

Strzela z łuku

i to bez huku –

 

w dzika kalidońskiego –

pierwsza strzała Atalanty

trafia w grzbiet bestii.

Artemida się przygląda.

Ma łuk i strzały, lecz nie celuje...

Jej orszak nimf jest pełen podziwu

dla bogini łowów.

 

Jeleń i łania wydobywają z siebie

głos lasu, którego korony się złocą

w słonecznej krainie mitów.

Do czujności dodaje się zręczność

i heroizm.

Dzik pada łupem herosa Meleagera.

 

Mijają wieki i na skwerze

w Parku Kazimierza Wielkiego

w Bydgoszczy stanęła „Łuczniczka” …

To Artemida, a może Atalanta?

Naciągnęła cięciwę ze strzałą

i tak mierzy, mierzy…

a ekolog na skwerze zasłania dzika.

Argonauta Meleager nie nadszedł.

 

Tak odezwała się młodość,

dla której świat nieustannie

odradza się w pamięci. 

                                                12.08.2026

(O roku ów 1955!)


A                                                Artemida (Atalanta?) na łowach – część malowidła

          w sali obrad na Dworze Artusa w Gdańsku. E.R.


poniedziałek, 10 sierpnia 2026

 

Wspomnień róż

Źródło: Internet

Nad Przedwieśnią  

 

Siedziałeś na trawie

i znajdowałeś upojny spokój. 

Zapach lata odurzał.

Dałeś się ukołysać koronom sosen,

a sen prowadził cię po lustrzanej wodzie.

 

Tuliłeś pęki marzeń

i nurzałeś się w leśnych nastrojach.

Na brzozie czarny dzięcioł w czerwonym

berecie zaczynał wykuwać dziuplę.

Dzik buszował w kniejach.

Nenufary wystawiały do słońca białe bukiety,

a grążel żółty pływał na skórzastym liściu.

Drobne fale wodnego lustra pieściły brzeg

i kołysały trzciny.

      

Gdy narastał gwar, przychodzili turyści,

którzy nawet nie znali nazwy jeziora,

zabierałeś urokliwość tego miejsca,

zostawiałeś nieznajomym leśną polanę,

już jakby nie tę samą

i płynąłeś na drugi brzeg pozdrawiając

kurki wodne i czubatego perkoza.

       

Woda pluskała, tafla rosła,

aż uczepiła się rogożyny i trzcin.

Tu znowu wysypałeś swoje marzenia,

oddychałeś nieskazitelnym powietrzem,

nasycałeś ciszą

i stałeś się władcą białych obłoków.




                                               Efekt mojego dłubania w korze topoli

nad jeziorem Przedwieśnia, pod koniec XX w.

                                                                                                             1993

                         

Efekt mojego dłubania w korze topoli

nad jeziorem Przedwieśnia, pod koniec XX w.

sobota, 1 sierpnia 2026

 

                                      Siedziba ZO ZNP w Chorzowie. Fot. Arkadiusz Wątor, 2018


                       Podziw i niepokój

                      Esej (część II)

             II

W latach młodzieńczych Zuzanna i Nikodem lubili zbierać… To była nie tylko zabawa, lecz stała się ich pasją i pożytecznym zajęciem. Urodzili się na wsi, uczęszczali do tej samej szkoły podstawowej, z której byli dumni. Zanim zajęli się telefonami komórkowymi, jako dzieci w mądrym wieku zajmowali się zbieraniem, co nie jest równoznaczne z gromadzeniem… Obcując blisko z naturą, zbierali w lesie maliny, czarne jagody, borówki, grzyby, jesienią kasztany, zbierali także szyszki, liście w kolorach jesieni, chrust na harcerskie ogniska, ziemniaki w ogrodzie, także wiśnie i śliwki, jabłka i gruszki, a nawet kłosy żyta po żniwach, żeby się nic nie zmarnowało…

      Te wydarzenia pozostały w nich na zawsze. Gdy więc w AI dowiedzieli się zbiorach danych, by rozwiązać różne problemy, postanowili też się zabawić żartując… Nie szli już przez intelektualną próżnię. To był taniec motywacyjny. Czemu się dziwił nawet znikomy ptaszek pełzacz. Wiedzą też, że AI w telefonach uczy zachowań użytkowników i podsuwa cichutkie algorytmy, które bałamucą, przyciągają uwagę, pchają się z niepotrzebnymi informacjami, chcą zmienić nasze poglądy albo gusty, i o tym też wie Zuzanna i Nikodem. Działają wybiórczo, podchodzą do informacji krytycznie, starają się sami podejmować decyzje. Nie są więc nieukami, tylko przypadek może sprawić, że stanie się coś takiego, o co oni się nie starali Chcą ograniczyć swoją zależność od smartfonowych asystentów. Gdy się urodzili używano już telefonów komórkowych a za jakiś czas smartfony stały się codziennością. Zaczęli ich używać i nadużywać. Ale w szkole nauczyli się, że smartfon może przeszkadzać w nauce. Po przyjściu do szkoły uczniowie włączają w telefonie tryb samolotowy i chowają do saszetki, która zamyka się przy blokadach zainstalowanych przy wejściu do szkoły.

Saszetkę chowają do plecaka, a po wyjściu ze szkoły mogą odblokować telefon. Ale są wyznaczone dni, gdy prowadzi się lekcje we smartfonem. Wtedy przybywa wiedzy informatycznej, tak stopniowo do potrzebnych aplikacji i takich algorytmów, które uczniowi pomagają, lecz go nie wyręczają. Już znają skuteczne prompty i wiedzą, że to polecenia na przykład do ChatGPT powinny być konkretne – zawierać cel, format… To jest dobry most łączący z algorytmem. To co się pisze wpływa na odpowiedź, na którą się czeka.

Wiedzą, że jeżeli AI powinna odpowiedzieć na trzy różne pytania - zadania jednocześnie, odpowiedź będzie ogólnikowa. Konieczne są dokładne instrukcje.

Jeżeli mają wątpliwości, przypomną sobie, że AI zajmuje się tworzeniem systemów i maszyn zdolnych do naśladowania ludzkich umiejętności (uczenie się, rozumowanie, rozwiązywanie problemów, planowanie) i rozważają, ile tu potrzeba ich wiedzy, by otrzymać rozwiązanie …

   Zuzanna i Nikodem nie czekają na narodziny miłości, o którą w tej teraźniejszości tak trudno? Wprowadzili do systemu znaczący zbiór danych (bardziej dla żartu niż w ich sprawie): Byłam 15 razy na grzybach, 20 razy na malinach i jagodach, 6 razy zbierałam poziomki, 10 razy we dwoje zrywaliśmy wiśnie, jesienią 10 razy śliwki i jabłka, 5 razy kasztany, 5 razy orzechy… I jeszcze kopę innych danych. A na końcu pytania:

1. Powiedz, czy się kochamy?

2. Jaka przyszłość czeka Zuzannę a jaka Nikodema?

                Spodziewali się, że przeczytają o ich miłości?

            AI długo się nie „namyślała”, zdenerwowana odpowiedziała:

Póki trwa życie zawsze jest jakaś przyszłość a miłość nie rodzi się na kamieniu. Proszę zwrócić się do wróżki.

                                                                     styczeń 2026

 

        I nagroda w kategorii opowiadanie

w XVIII Okręgowym Konkursie Literackim

Oddziału ZNP w Chorzowie, marzec 2026

 

 





poniedziałek, 27 lipca 2026

 

Wydawnictwa autorstwa E. R.

Po gałązkach na ścianie ścieka solanka. E. R. 

Ściany i strop w grocie solnej. E. R.


 

Grota solna

1

Na początku były wzniesienia,

a za wzniesieniami hotel.

Na początku napiliśmy się wody

ze zdroju w Pawilonie Zdrojowym.

 

Uspokojeni borowiną i nasyceni łagodną

muzyką z ukrycia, chociaż to nie

muzyka Burta Bacharacha,

mogliśmy sobie sprawić ciąg dalszy.

Jesteśmy w grocie solnej.

Ściany solne jak rozgrzane bryłki koksu

w palenisku kuźni. Przednia ściana ze ściekami

solanki, szemrze i się wzrusza.

Nad nami sztuczne pofałdowane niebo, 

a brodzimy w piasku solankowym,

jak uśmiech słonecznych dźwięków,

jak sączenie zdrowia ze źródła.

 

2

 

W grocie rozbrojona, nastrojowa muzyka –   

uspokaja, pobudza do przeniesień.

I już zielone rzepaki, oziminy, żołędzie,

kasztany, szyszki z modrzewi, odleciały bociany.

I już zbiór jabłek, dyni i po oliwkach,

a potem od początku –

wiosenne dzwonki skowronków,

wierzby w nowych włosach,

malwy na wysokości a po lecie astry,

i znowu marzenia o wiosennej modzie.

 

Szaleją improwizacje słowne i muzyczne.

Impresje niby sianokosy,  

dostojnieją twarze, ale dlaczego słowa

wypowiedziane w ciemnościach błądzą  

i zgrzytają aż do pierwszej pory dnia,

lecz fajnie, gdy perlą się dźwięki fortepianowe,

przyprawione ginem a perły u jubilera

wyzywają ocean, udają, że głaszczą 

fale morskie pod włos.

Puszcza wiosenne pąki uśmiech seniora.

W grocie solnej ubiera się portki

ze splotu okoliczności.

I już na scenie William Shakespeare

ze „Snem nocy letniej” – zabawa w spór

między faktami a fantazją.

Czy ktoś doznał słowowzięcia?

Co jeszcze może się zdarzyć w takim miejscu?

Tu, gdyby gniew zderzył się z ogniem,

to ogień by oniemiał.

Jakbyśmy się grzali przy kominku

wyświetlanym na ekranie telewizora.

Płyniemy na leżakach wtapiając się

w świat, którego nie ma, a po wyjściu drink,

gdzie artysta wysokoszklankowy gra

na kostkach lodu.

Siedemnastoletni Robert Podański ze Snu

czyta „Poetyckie Plantacje”.

 

Gdy humor puszcza parę z ust

świat się śmieje.

 

                                            2025

                                                                                                    

 

                                     Kominek na ekranie telewizora


             Eugeniusz Rychlicki przy figurze woskowej

                                             Williama Shakespeare w Muzeum Figur Woskowych

                                                                                        w Londynie. 04.05.1996 r.


     Williama Shakespeare w Muzeum Figur Woskowych

     w Londynie. 04.05.1996 r.