wtorek, 16 czerwca 2026

 

Chorzów, czerwiec 2025


Apetyt na poziomki

 

Diana poszła na poziomki do lasu na polanę,

Ale one jeszcze niedojrzałe, były bielą zalane.

No to rozebrała się do swej kształtnej białości,

A poziomki zawstydzone zaczerwieniły się,

Jak tego oczekiwała, do pełnej wspaniałości.

 

Uradowana nazbierała owoców spory koszyczek 

I wyszła z lasu, z onieśmieleniem o prztyczek –

że gdy się ubierze one wrócą do swej bieli.

Na myśl o tym postanowiła zaczekać do niedzieli,

 

Ale ukryła się w białej pościeli naguśka.   

Przyjaciel pomyślał, że to nie na żarty

stąpanie po marzeniach i ta jej buźka

I nie zauważył koszyczka, pogubili się

W poziomkach i szukali do rana,

Wyfrunęli w kwiecie tulipana.

Rys. Katarzyna Zalepa,„Angora” Nr 25, czerwiec 2026



 

 
Eugeniusz Rychlicki

Ciepły piec

 

Oparty o ciepły piec kaflowy wyrywkowo

chłodnej wiosny, unoszę się faliście do stron

wydartych z kalendarzy, wytartych gumką myszką,

z kilku łzami na igliwiu sosny.

 

Zaglądam do dzieży wspomnień, do ostów

i powojów, z czarcim żebrem i komosą,

próbuję gorzkiego piołunu

i podziwiam podbiały w podkoszulkach.

Brodzę w złotych zbożach niby

w piaskach pustyni w lipcowym słońcu,

tęsknię do tamtej ciszy gładzącej policzki lasu.

Schylam się i wącham aksamitki, podziwiam

białe i czerwone pąki koniczyny na czapie

zagonu między włosami darni.

Spadam w kałuże na polnych drogach,

gubię tęsknotę w kurzu za bryczką.

 

Gdy Euterpe odejmuje od ust aulos

słyszę zapomnianą piosenkę o łubinie

żółtym jak żółtko i pszczoły grające

w gorczycy ukrywającej subtelności musztardy.

Zauważam i seradelę, zjadaną wieczorem

przez sarny. Błądzę w zagajniku kukurydzy

osłaniającej słoneczniki niby słońca wielu słońc. 

Potykam się i o kępy zapomnianych zdarzeń.

Wykąpany w słodkich wodach 

czuję zapach skwierczących na patelni plendzów.

 

Wracam tam, gdzie moje korzenie.

Śnię teraźniejszość przyjazną życiu,

z dotacją i premią, bez domieszki NO2 z diesla.

Taką mniej doskonałą,

niż posąg młodości,

ale przezroczystą, która potrafi

barwnie się wstydzić.

Barcin, kujawsko-pomorskie.
Źródło: Internet


 

 

 

 


W ławce szkolnej, tak było… Ławka była dodatkiem

do nagrody literackiej ZO ZNP w Chorzowie. Wyk. EuRy

 

O egzaminie

 

Zdawali z tego przedmiotu,

Który całkuje całusy, różniczkuje róże

I wchodzi w zmowę z logarytmem.

W pewnym momencie ciszy komisja

Usłyszała trzepot skrzydeł.

Przez uchylone okna wleciały

Pterodaktyle z późnej jury.

Czas biegnie do tyłu?

A jeśli to drony wielkości trzmiela?

Czyżby ktoś chciał ściągać?

Może skarpety…

Czy one są efektem rozwiązań

Równań kwadratowych?

 

Może być tak, że trudniej zepsuć niż naprawić.

Coś w tym jest. Chcieliby, żeby nauczyciel

Karmił się światłem, może wtedy

Czytaliby jego myśli.

Czy o to chodzi, gdy stan nerwowości

Wyzwala burzę.

Trzeba wrócić do milczenia.

Warunek konieczny

Do skupienia się na tym, co najważniejsze.

Zjeżdżajcie pterodaktyle, możecie windą.

 

Nam potrzebna cisza.

Ściągi wsadzimy do pociągu.

Sens i rozsądek posadzimy

Przy stolikach szkolnych.

 

Zadbamy o to, by nie wbito

W ten trud żadnej drzazgi.

Koniec niech nie czepia się początku,

Lecz schowa się w arkuszu.

 

Mówi się, namyśl się dobrze

I zrób na odwrót.

To nie jest sine qua non1) 

I proszę tego nie robić.

 

1)               warunek konieczny i niezbędne działanie.

 

październik 2025.

 

Wiersz nagrodzony w Konkursie Literackim

O Złotą Wieżę Piastowską w Cieszynie,

grudzień 2025



Pterodaktyl. Źródło: Internet

 

Fot. E.R.
 

piątek, 29 maja 2026

 

Wieża Piastowska w Cieszynie

Źródło: Internet

 

O wycieczce

 

Nie chodzi o to, co wycieka.

Jako uczący i wychowujący wybrałem się

W podróż do miasta,

Gdzie jest studnia Trzech Braci.

Były to lata z dobrze prosperującą Celmą.

Biorę klasę i jadę autobusem…

 Co się robi, żeby powstała maszyna elektryczna?

Jaka maszyna? Asynchroniczna.


Jesteśmy w mieście, poruszamy się 

Synchronicznie, a do odstających od grupy

Dziewczęta wołają: szybciej, asynchrony!


Należność za zwiedzanie Wieży Piastowskiej

Uiszczono już w szkole.

Chłopcy mówią,

Że będą się bronić przed niedostatecznymi

Na Wieży, bo to obiekt obronny.

 Nie robiłem niczego pod obce dyktando.

Program przewidywał i się realizowało.

Niech zostaną elektrykami.

Może będą uzwajać silniki asynchroniczne.

A gdy nie będą już potrzebni,

Będą rzucać kotletami,

Lecz co do tego nie ma pewności.

Lubię różne prądy, najbardziej

Prąd elektryczny, bo dobrze kopie…

 

Weszliśmy do Celmy.

Czy ja wiem, co było po kolei?

Bądźcie ciekawi.

Poezja jest wszędzie, powiedział poeta.

Uwierzcie poecie, chociaż

On lubi owijać życie w bawełnę.

 

Tu się odlewa kadłuby maszyn –  

tu mniej ciekawości niż begonii na skwerze.

A w tym dziale rdzenie z blachy nakrzemionej,

A tu cewki z miedzianego izolowanego drutu.

Omawialiśmy...

Nie żebym się motał.

Nie będziemy się izolować.

Wróćmy do żywego zainteresowania.

Pytajcie, byście nie błądzili.

 

                                                     12.2025

 

 





                               Przekrój silnika asynchronicznego

                               Źródło: Internet

środa, 13 maja 2026

 



  Eugeniusz  Rychlicki

Złoty deszcz

 

Wśród krzewów

latem i zimą mało rozpoznawalna.

.

Kryje się wśród nich

obojętna wobec świata.

 

Ale gdy wczesną wiosną błyśnie  

obiecująco słońce ona się zażółci

złotymi czteropłatkowymi kwiatami

aksamitnej delikatności.

 

Promienieje życzliwością,

podsuwa dobre myśli

i nasyca nas optymizmem.

Jest cicha jak marzenie.

 

Taka jest forsycja.

Skromne kaczeńce

z zazdrością na nią zerkają.

                             4/2026




 

 

 


piątek, 3 kwietnia 2026

 

Kościół św. Barbary w Chorzowie


Radosny okrzyk

 

Bądź wywyższony Krzyżu

 Trzeciego dnia 

Chrystus zmartwychwstał

Grób opustoszał

 

Chociaż noc nie zwróciła światła

Żaden smutek już nie odważył się

Zakłócić radosnego tryumfu Chrystusa

Dzwony obwieściły natchnioną wieść

 

Przeżywasz cudowne Alleluja  

Zanurzony w niematerialnym

Świecie już blisko Boga

Prowadzą cię anielskie pienia

 

Wszedłeś do świątyni ze swoją laską

Gdzie Pan Jezus na ołtarzu

Święci swoje zwycięstwo  

I dotknąłeś palącej się świecy paschalnej

 

Fale boskiego oddziaływania

Interferowały

Życie to jasny blask istnienia

Zostaw Internet

I rozejrzyj się

Nie jesteś sam  

                                            Wielkanoc 2026

środa, 25 marca 2026

 


                                 W ławce szkolnej, tak było… Ławka była dodatkiem do

                                nagrody literackiej ZO ZNP w Chorzowie. EuRy

Eugeniusz Rychlicki

O egzaminie

 

Zdawali z tego przedmiotu,

Który całkuje całusy, różniczkuje róże

I wchodzi w zmowę z logarytmem.

W pewnym momencie ciszy komisja

Usłyszała trzepot skrzydeł.

Przez uchylone okna wleciały

Pterodaktyle z późnej jury.

Czas biegnie do tyłu?

A jeśli to drony wielkości trzmiela?

Czyżby ktoś chciał ściągać?

Może skarpety…

Czy one są efektem rozwiązań

Równań kwadratowych?

 

Może być tak, że trudniej zepsuć niż naprawić.

Coś w tym jest. Chcieliby, żeby nauczyciel

Karmił się światłem, może wtedy

Czytaliby jego myśli.

Czy o to chodzi, gdy stan nerwowości

Wyzwala burzę.

Trzeba wrócić do milczenia.

Warunek konieczny

Do skupienia się na tym, co najważniejsze.

Zjeżdżajcie pterodaktyle, możecie windą.

 

Nam potrzebna cisza.

Ściągi wsadzimy do pociągu.

Sens i rozsądek posadzimy

Przy stolikach szkolnych.

 

Zadbamy o to, by nie wbito

W ten trud żadnej drzazgi.

Koniec niech nie czepia się początku,

Lecz schowa się w arkuszu.

 

Mówi się, namyśl się dobrze

I zrób na odwrót.

To nie jest sine qua non1) 

I proszę tego nie robić.

 

1)               warunek konieczny i niezbędne działanie.

 

                                             październik 2025


Wiersz nagrodzony w Konkursie Literackim

O Złotą Wieżę Piastowską w Cieszynie,

grudzień 2025



                          

 


 



 

 

wtorek, 13 stycznia 2026

 



                                29.6.2020: PAROWÓZ Pt47 - ELEGANCKA POLSKA DAMA W RUCHU POŚPIESZNYM                                         

                                 Parowóz Pt47 wykonany w Zakładach Mechanicznych 

                                 H. Cegielski w Poznaniu. Źródło: Internet.


Z Dziennika pospiesznego I

W Nowy Rok 2026 oboje z żoną jak co roku słuchaliśmy i oglądaliśmy koncert noworoczny z Wiednia. To piękna optymistyczna muzyka, nie tylko Straussów, ale i innych kompozytorów. Liwiusza zaciekawił utwór Hans’a Christian’a Lumbye:

Københavns Jernbane-Damp-Galop: 
Kopenhaska Kolej Parowa Galop
Niemal natychmiast przypomniał sobie część wiersza Juliana Tuwima 
„Lokomotywa”: Stoi na stacji lokomotywa, Ciężka, ogromna i pot z niej spływa: 
Tłusta oliwa. Stoi i sapie, dyszy i dmucha, Żar z rozgrzanego jej brzucha ... 
a potem zobaczył w wyobraźni podnoszone ramię semafora i zbliżający się 
od strony Mogilna do dworca w Trzemesznie parowóz z trzema reflektorami
 jak oczami, ciągnący wagony pasażerskie i usłyszał, jak pracuje parowóz, 
zatrzymuje na stacji i rusza na szlak: buch-ruch-ruch, jak pogwizduje, dymi, 
dyszy, dmucha parą…
Swoje wrażenia opisał w sposób swobodny  w pierwszym 
Dzienniku pospiesznym, jeszcze bez myśli o jego przyszłości. 
I chociaż już o tym pisał, wraca do tych wspomnień jeszcze raz i obciąża winą 
za ten powrót noworoczny koncert.
To ten fragment opisu wyjazdu ucznia na praktykę: 
        Rok 1953. Byłem uczniem technikum – mówi Liwiusz - i jechałem na wakacyjną 
praktykę do Fabryki Maszyn Elektrycznych we Wrocławiu. Konduktor peronowy 
dziurkował bilety i wpuszczał kandydatów na pasażerów na drugą stronę kryzy. 
Rozeszli się wzdłuż drugiego peronu. Przez megafon odezwał się niezbyt wyraźny głos: 
Pociąg osobowy z... do... wjedzie na tor przy pe... dwa i poczeka...Na peronie tłum 
oczekujących pasażerów i każdy z nich myślał o dobrym miejscu w wagonie, 
ale najważniejsze, aby w ogóle jechać… 
Wszystkie oczy były zwrócone w stronę trasy do Mogilna… Z daleka zobaczyli szary dym, 
potem czarną maskę przodu parowozu z trzema białymi oczami reflektorów. 
Tfu tfu fuu fuu szuuu szuuszu buch duch, morze much, co za ruch, uch brzęk lęk puf puf 
i puch... zatrzymałłł... sięęę pociąąąg -ciąg. 

          Gdy pociąg stanął, wtedy się zaczęło. Kandydaci na pasażerów ruszyli z miejsca 

i szykowali się do skoku na drzwi... Kilku zaczęło nawet wcześniej  biec naprzeciw lokomotywy, inni utworzyli ruchomy szpaler a każdy chciał mieć ludzi za plecami i stanąć naprzeciw drzwi wagonu. Doświadczeni wcześniejszymi zdarzeniami na peronach w Trzemesznie i na wielu peronach w kraju, wiedzieli, jak się ustawić. Pierwsi kandydaci frustraci zaatakowali... Kilka osób chciało wyjść, bo to była ich stacja końcowa. No to co, że ich. Niech jadą dalej. Mieli trudności i użyli łokci. Zaproponowano, że mają zamienić się w parę, wtedy z łatwością wyparują na peron. Niech biorą przykład z lokomotywy. Para buch i są na peronie. Pieronie. Co tam się dzieje, jacyś złodzieje. Kogut pieje.

     Drudzy zaatakowali od tyłu. Ci co byli już wewnątrz, wdzierali się do przedziałów. Korytarz zapełniał się gwałtownie. Każdy chciał jechać, i to wygodnie, z pośladkami na drewnianej ławce. Z przedziałów wypchnięto resztki tlenu. Fuuu fuuu szszszuuu... szuch, puch, zuch, zuch... Hau hau hau, co pan miał? Puścili korzenie, cyckali wrażenie... Coś tak jakby, weszli w dyby i jak nie zrobi się szybki zwrot w stronę Gniezna, to ja pana nie znam, o napiwek prosi Prot, i do Lecha na golonko, czy woli pan dzwonko? Ferdydurki jadą z górki, to dla pana panie Władku, jak pan wie, nie mam statku, tylko kajak ze skrzydłami i dwa pędzle, namaluję panu frędzle.

       Co za ruch, jaki szum, jakie bum, jakiś duch, gdzie mój brzuch, wszyscy ciach, to nie plaża ani piach, szyba brzęk, para w jęk, jakiś sęk? Co za tłok, zróbmy skok, nie za rok, do przedziału tylko krok, a to smok, wszedł mi  w bok, widzę kwiat. Jakem rada, a on rad? Ktoś się boczy i się tłoczy, moje oczy, a walizka? Taka śliska, taka bliska, ona krzyczy, że pożyczy, mnie uciska, no a ta ta... znowu lata, och ta morda, na dwóch morgach, o rety, ktoś mnie trzyma za mankiety, czy tu nie ma konduktora, tu jest miejsce już zajęte, zaraz przez to będę chora, ja usiądę na kolanach, nie wytrzymam tak do rana, proszę siadać, drzwi zamykać, zaraz pociąg zacznie zmykać, jak się zmieszczę, to popieszczę. Panie, to jest ławka nie ruchawka, weź pan zaraz swoje grabie, włóż pan je... swojej babie, znowu syczy, coś się tak nabzdyczył, ach to ten, co obok je ogórki, przejechany przez pagórki, ma dwie córki, na peronie jeszcze pary szum i chmura, a w portfelu pusto - dziura, bo tuż obok jedzie złodziej, ten ma łapy jak czarodziej, oni wiszą na wagonie, to na pewno jakieś konie, czas już jechać, przecież jedzie, może  z przodu ma dwa śledzie, co za stanie, a to dranie, powiem mamie, powiem mamie, może ruszy jak się wzruszy, ależ jedzie, zobaczcie za oknami, coś się dzieje z matołami, ktoś wybucha, to psiajucha, skąd u niego tyle kości, ach, on pości, pod żebrami u mnie gości, panie rzuć pan te gnaty i wracaj do chaty albo baty, pan żonaty, ino mi się pan nie rzucaj, bo możesz dostać biegunki, ale tu nikt nie biega, a skąd weźmiesz wycieraczki? Co za   cham, co za duszek, ja cię jeszcze wzruszę, nie przy ludziach ty poczwaro, ty koszaro, do choinki, jakie świnie, są po winie, ale w puszce, trzymam tyłek na poduszce, niech no mi się kto nasunie, najważniejsze, że się jedzie, ciasno trochę, to nie szkodzi, ze sto ludzi przedział będzie miał, przyjdzie siłacz to pomoże, jakby chciał, teraz jakby w oczach dym, czyżby zbliżał się już Rzym? A my z czym?  Z masą ciał, ciał bambino, ciał, lody pan miał... jeden szał, czy ktoś strzelał, kogut piał, bo on taki, ma dwa baki i się cieszy, on ptak pieszy, coś się chwieje, może tory tu są krzywe, może w kasie banknoty fałszywe, czuję jakiś dziwny swąd, może jest w pobliżu sąd, w takim tłoku jeszcze pali, chyba zgłupiał, świat się wali, weźcie tego tu palacza, bo o sufit go zahacza, moja torba, gdzie się skryła, czy ją szajka jakaś zmyła?

Ale ciasno i gorąco, chyba rozbiorę się do naga, to rozumiem, to odwaga, zaraz zrobię na stojąco... tych co wiszą, tych co stoją, tych co siedzą są setki, tych co dzwonią, tych co już się kiszą, są w podnietkach, niech się boją, jak zające, zaraz stracą resztę, a my wreszcie wyciszeni tak jedziemy, na szczęście nie do jesieni, poruszani przez parowóz, doświadczeniem nauczeni, że najlepiej siedzieć w chacie, może być to przy kominku, zarobimy na herbacie, dosypiemy babci kminku, my w pociągu do Wrocławia, spod Mogilna, z Ciechocinka, w sierocińcu na gościńcu... Taki ruch i pot, kto mnie drapie, a to kot. Jak to kot, zrób w tył zwrot i przez płot, do babeczki, na kolację, na kluseczki i tak dalej, i tak dalej, już nie szalej, lepiej nalej, by czas mijał, w kłębek zwijał... i kieszenie ponabijał, karty w grze, ktoś coś z siebie mocno prze, robi szlema i nikogo tutaj nie ma, bo to karty czarodziejskie, jajka wiejskie, kury miejskie, piękna laska. Co za lacha. Ale Laska. Laszka.

        Pasażerowie krzyczeli, przeklinali, milczeli, jeden drugiemu groził, ktoś kogoś po sądach
wodził, jeżeli się dało odbierał miejsce siedzące, ale też żartowali i po cichu się żegnali. 
Na pośrednich stacjach wchodzili do wagonów przez okna. I tak aż do Wrocławia.

I ten co stał, i ten co siedział, i ten co wisiał, i ten co puścił cugle i ten co popłoch siał. Jeszcze trochę cierpliwości, niech się pasażer rozgości.

 Pasażer za pasażerem, stawał się merem, pachnącym łubinem i dzikim ostem i tym przydomowym, tym chodzącym i tym jak rzep, ze stodoły cep-y. Aż do radosnego opuszczenia ruchomego miejsca pobytu i ulga, oddech lokomotywy…


                                 

                                     Budynek dworca od strony peronów kolejowych 
                                     w Trzemesznie. Już nie ma przed stacjami semaforów 

                                     z podnoszonymi ramionami (2004 r) E. R.