Parowóz Pt47 wykonany w Zakładach Mechanicznych
H. Cegielski w Poznaniu. Źródło: Internet.
Z Dziennika pospiesznego I
W Nowy Rok 2026 oboje z żoną jak co roku słuchaliśmy i oglądaliśmy koncert noworoczny z Wiednia. To piękna optymistyczna muzyka, nie tylko Straussów, ale i innych kompozytorów. Liwiusza zaciekawił utwór Hans’a Christian’a Lumbye:
Københavns Jernbane-Damp-Galop: Kopenhaska Kolej Parowa GalopNiemal natychmiast przypomniał sobie część wiersza Juliana Tuwima „Lokomotywa”: Stoi na stacji lokomotywa, Ciężka, ogromna i pot z niej spływa: Tłusta oliwa. Stoi i sapie, dyszy i dmucha, Żar z rozgrzanego jej brzucha ... a potem zobaczył w wyobraźni podnoszone ramię semafora i zbliżający się od strony Mogilna do dworca w Trzemesznie parowóz z trzema reflektorami jak oczami, ciągnący wagony pasażerskie i usłyszał, jak pracuje parowóz, zatrzymuje na stacji i rusza na szlak: buch-ruch-ruch, jak pogwizduje, dymi, dyszy, dmucha parą…Swoje wrażenia opisał w sposób swobodny w pierwszym Dzienniku pospiesznym, jeszcze bez myśli o jego przyszłości. I chociaż już o tym pisał, wraca do tych wspomnień jeszcze raz i obciąża winą za ten powrót noworoczny koncert.To ten fragment opisu wyjazdu ucznia na praktykę: Rok 1953. Byłem uczniem technikum – mówi Liwiusz - i jechałem na wakacyjną
praktykę do Fabryki Maszyn Elektrycznych we Wrocławiu. Konduktor peronowy
dziurkował bilety i wpuszczał kandydatów na pasażerów na drugą stronę kryzy. Rozeszli się wzdłuż drugiego peronu. Przez megafon odezwał się niezbyt wyraźny głos: Pociąg osobowy z... do... wjedzie na tor przy pe... dwa i poczeka...Na peronie tłum
oczekujących pasażerów i każdy z nich myślał o dobrym miejscu w wagonie, ale najważniejsze, aby w ogóle jechać… Wszystkie oczy były zwrócone w stronę trasy do Mogilna… Z daleka zobaczyli szary dym, potem czarną maskę przodu parowozu z trzema białymi oczami reflektorów. Tfu tfu fuu fuu szuuu szuuszu buch duch, morze much, co za ruch, uch brzęk lęk puf puf i puch... zatrzymałłł... sięęę pociąąąg -ciąg.
Gdy pociąg stanął, wtedy się zaczęło. Kandydaci na pasażerów ruszyli z miejsca
i szykowali się do skoku na drzwi... Kilku zaczęło nawet wcześniej biec naprzeciw lokomotywy, inni utworzyli ruchomy szpaler a każdy chciał mieć ludzi za plecami i stanąć naprzeciw drzwi wagonu. Doświadczeni wcześniejszymi zdarzeniami na peronach w Trzemesznie i na wielu peronach w kraju, wiedzieli, jak się ustawić. Pierwsi kandydaci frustraci zaatakowali... Kilka osób chciało wyjść, bo to była ich stacja końcowa. No to co, że ich. Niech jadą dalej. Mieli trudności i użyli łokci. Zaproponowano, że mają zamienić się w parę, wtedy z łatwością wyparują na peron. Niech biorą przykład z lokomotywy. Para buch i są na peronie. Pieronie. Co tam się dzieje, jacyś złodzieje. Kogut pieje.
Drudzy zaatakowali od tyłu. Ci co byli już wewnątrz, wdzierali się do przedziałów. Korytarz zapełniał się gwałtownie i szybko. Każdy chciał jechać, i to wygodnie, z pośladkami na drewnianej ławce. Z przedziałów wypchnięto resztki tlenu. Fuuu fuuu szszszuuu... szuch, puch, zuch, zuch... Hau hau hau, co pan miał? Puścili korzenie, cyckali wrażenie... Coś tak jakby, weszli w dyby i jak nie zrobi się szybki zwrot w stronę Gniezna, to ja pana nie znam, o napiwek prosi Prot, i do Lecha na golonko, czy woli pan dzwonko? Ferdydurki jadą z górki, to dla pana panie Władku, jak pan wie, nie mam statku, tylko kajak ze skrzydłami i dwa pędzle, namaluję panu frędzle.
Co za ruch, jaki szum, jakie bum, jakiś duch, gdzie mój brzuch, wszyscy ciach, to nie plaża ani piach, szyba brzęk, para w jęk, jakiś sęk? Co za tłok, zróbmy skok, nie za rok, do przedziału tylko krok, a to smok, wszedł mi w bok, widzę kwiat. Jakem rada, a on rad? Ktoś się boczy i się tłoczy, moje oczy, a walizka? Taka śliska, taka bliska, ona krzyczy, że pożyczy, mnie uciska, no a ta ta... znowu lata, och ta morda, na dwóch morgach, o rety, ktoś mnie trzyma za mankiety, czy tu nie ma konduktora, tu jest miejsce już zajęte, zaraz przez to będę chora, ja usiądę na kolanach, nie wytrzymam tak do rana, proszę siadać, drzwi zamykać, zaraz pociąg zacznie zmykać, jak się zmieszczę, to popieszczę. Panie, to jest ławka nie ruchawka, weź pan zaraz swoje grabie, włóż pan je... swojej babie, znowu syczy, coś się tak nabzdyczył, ach to ten, co obok je ogórki, przejechany przez pagórki, ma dwie córki, na peronie jeszcze pary szum i chmura, a w portfelu pusto - dziura, bo tuż obok jedzie złodziej, ten ma łapy jak czarodziej, oni wiszą na wagonie, to na pewno jakieś konie, czas już jechać, przecież jedzie, może z przodu ma dwa śledzie, co za stanie, a to dranie, powiem mamie, powiem mamie, może ruszy jak się wzruszy, ależ jedzie, zobaczcie za oknami, coś się dzieje z matołami, ktoś wybucha, to psiajucha, skąd u niego tyle kości, ach, on pości, pod żebrami u mnie gości, panie rzuć pan te gnaty i wracaj do chaty albo baty, pan żonaty, ino mi się pan nie rzucaj, bo możesz dostać biegunki, ale tu nikt nie biega, a skąd weźmiesz wycieraczki? Co za cham, co za duszek, ja cię jeszcze wzruszę, nie przy ludziach ty poczwaro, ty koszaro, do choinki, jakie świnie, są po winie, ale w puszce, trzymam tyłek na poduszce, niech no mi się kto nasunie, najważniejsze, że się jedzie, ciasno trochę, to nie szkodzi, ze sto ludzi przedział będzie miał, przyjdzie siłacz to pomoże, jakby chciał, teraz jakby w oczach dym, czyżby zbliżał się już Rzym? A my z czym? Z masą ciał, ciał bambino, ciał, lody pan miał... jeden szał, czy ktoś strzelał, kogut piał, bo on taki, ma dwa baki i się cieszy, on ptak pieszy, coś się chwieje, może tory tu są krzywe, może w kasie banknoty fałszywe, czuję jakiś dziwny swąd, może jest w pobliżu sąd, w takim tłoku jeszcze pali, chyba zgłupiał, świat się wali, weźcie tego tu palacza, bo o sufit go zahacza, moja torba, gdzie się skryła, czy ją szajka jakaś zmyła?
Ale ciasno i
gorąco, chyba rozbiorę się do naga, to rozumiem, to odwaga, zaraz zrobię na
stojąco... tych co wiszą, tych co stoją, tych co siedzą są setki, tych co
dzwonią, tych co już się kiszą, są w podnietkach, niech się boją, jak zające,
zaraz stracą resztę, a my wreszcie wyciszeni tak jedziemy, na szczęście nie do jesieni,
poruszani przez parowóz, doświadczeniem nauczeni, że najlepiej siedzieć w
chacie, może być to przy kominku, zarobimy na herbacie, dosypiemy babci kminku,
my w pociągu do Wrocławia, spod Mogilna, z Ciechocinka, w sierocińcu na
gościńcu... Taki ruch i pot, kto mnie drapie, a to kot. Jak to kot, zrób w tył
zwrot i przez płot, do babeczki, na kolację, na kluseczki i tak dalej, i tak
dalej, już nie szalej, lepiej nalej, by czas mijał, w kłębek zwijał... i
kieszenie ponabijał, karty w grze, ktoś coś z siebie mocno prze, robi szlema i
nikogo tutaj nie ma, bo to karty czarodziejskie, jajka wiejskie, kury miejskie,
piękna laska. Co za lacha. Ale Laska. Laszka.
Pasażerowie krzyczeli, przeklinali, milczeli, jeden drugiemu groził, ktoś kogoś po sądach wodził, jeżeli się dało odbierał miejsce siedzące, ale też żartowali i po cichu się żegnali.
Na pośrednich stacjach wchodzili do wagonów przez okna. I tak aż do Wrocławia.
I ten co stał,
i ten co siedział, i ten co wisiał, i ten co puścił cugle i ten co popłoch siał. Jeszcze trochę
cierpliwości, niech się pasażer rozgości.
Pasażer za pasażerem, stawał się merem, pachnącym
łubinem i dzikim ostem i tym przydomowym, tym chodzącym i tym jak rzep, ze stodoły cep-y. Aż do radosnego
opuszczenia ruchomego miejsca pobytu i ulga, oddech lokomotywy…
Budynek dworca od strony peronów kolejowych
w Trzemesznie. Już nie ma przed stacjami semaforów
z podnoszonymi ramionami (2004 r) E. R.