poniedziałek, 22 grudnia 2025

 

Z tygodnika "Gość niedzielny", Boże Narodzenie 2025


                       Eugeniusz Rychlicki

 

Bóg się rodzi

 

Bóg tak pięknie ludziom się przedstawił,

Że radość obudowała Boże Narodzenie

Bogactwem zwyczajów, by każdy sławił

Jego Imię, dobrego losu zarządzenie.

 

Pośród wielu tradycji jest ta, że w dzień Wieczerzy

Wigilijnej, gdy pierwsza gwiazda ukaże się na niebie,

W naszych rodzinach dzielimy się opłatkiem, szczerzy,

Pełni delikatności, wrażliwi i czuli nie tylko dla siebie.

 

Pragniemy by tak było przez następny cały rok -

aby wzrastała miłość, otaczały nas dobre emocje,

By działały same pozytywne bodźce – co krok

Dobra nowina i szczęścia częste promocje.

 

Po modlitwie i Wieczerzy jest czas na prezenty,

Zostawione przez Dzieciątko pod choinką,

Pełną blasku gwiazd, uśmiechów i zachęty

I dziecięcy gwar, twarze z niewinną minką. 

 

Jeszcze wciąż oczekujący idziemy na Pasterkę

I śpiewamy Bóg się rodzi, moc truchleje!

Niech się stanie światło, zło wysłano w poniewierkę,

Krzywdy nam nie uczyni, Święta Noc o świcie dnieje.


Karta z życzeniami na Boże Narodzenie 2025 roku
przysłana przez Wojciecha Woźniaka z Bogdańca,
prawnuka Władysławy i Wincentego Woźniaka 
z Gołąbek.


 


czwartek, 11 grudnia 2025

 


                                             Uczniowie w ławce szkolnej, tak było dawniej… 

                                              


Eugeniusz Rychlicki

 

          Szkoła nad Wisłą

 

            Długo wpatruję się w czarno-białą fotografię

            Szkoły nad Wisłą. Zgrabna dziewczyna,

            Jak dama z gronostajem.

            Powoli otwierają się wrota przeszłości.

            Przechodzę przez nie, wnikam w czasoprzestrzeń.

 

            Przerzucam most pokoleń i zjawiam

            Się nad Wisłą, gdzie szumią dawne lata

            I stoją urodziwe dziewczyny jak modelki.

            Przemycam pułk wspomnień, komponuję

            Z nich obrazy jak zagony warzyw i kwiatów.

 

            Wchodzę w głąb szkolnego ogrodu

            I przyglądam się rzepom, rzucanym

            W naszą niesforność. Ilu nas jest?

            Patrzę w oczy Wisły i widzę, że

            Woda płynie, ale czas jakby nagle stanął.

            To dla nas, dla naszych spakowanych bytów.

 

            Zatrzymujemy się na skwerze,

            Jesteśmy na moście.

            Wędrujmy po latach i miejscach.

            Widzimy wszystkich, których znaliśmy

            Chociaż raz, jak chodzą pośród sprzętów,

            Zajęci problemami dnia – pracą i zabawą.

 

            Wykonują doświadczenia

            Albo karczują przeszkody. 

            Teraz dopiero spostrzegamy, że cena młodości

            Zwyżkuje z wiekiem i jest bankiem

            Bez możliwości wypłat, my gotowi jesteśmy

            Coraz więcej za nią zapłacić.

 

            Chcielibyśmy znowu nie zdawać sobie sprawy

            Z upływającego czasu mgnień wiosny

            I zawrotów głowy, z dostojeństwa profesorów.

            Wykreowani z głębi dnia i nocy,

            Oświetleni wiedzą, gładcy, na ogół

            Nie lękamy się nieprzebytych ciemności.

 

            Przeszliśmy zrównanie dnia z nocą,

            I głębię jeziora, i gładkość jak policzek dziewczyny.

            Przeszłość jest coraz dłuższa,

            Zajmuje coraz więcej przestrzeni,

            To tu, to tam zapala gwiezdne latarnie.

 

            Czy jutro nie będzie padał deszcz.            

            Nie tylko tyle, bo i pewien niepokój

            Nie chce ustąpić. Pojawia się w śnie.

            Wykonujemy pliki zdjęć, lecz

            Nigdy nie otrzymamy pozytywu.

 

             Nikt nie potrafi wywołać tego filmu.

            Perły młodzieńczej radości,

            Zebrane w grona,

            Sprzedajemy na targowisku próżności.

            Próżność nie wzbogaca,

            Próżno szukać kupców.

 

            Czym zapłacić za te piękne lata?

            Czy całkowity koszt życia da się

            Rozłożyć na raty? A lata niech lecą...       

            A szkoła? Wówczas Włocławek kwitł

            Jak konwalie w lesie za Wisłą.

 

            Jak ukochana, która była kwiatem wiśni.

            Młodzież taka sama,

            Pełna skrzyżowań szkolnych

            Interesów, ze ściągami pod ławkami

            Lub w rękawach, na przerwie z kanapką.

 

            Dawniej Miasto pachniało paloną kawą zbożową

            I celulozą, rumieniło się

            Zachodzącym słońcem,

            Złociło gdzieś za matką naszych rzek.

            Dziś te zapachy przywołują osoby nam

            Bliskie i nagle drogie.

 

            Jakby pochodziły od

            Znakomitego jubilera.

            To koledzy z ławy szkolnej.

            Pamiętamy każde imię i nazwisko,

            A pamięć kojarzy przyjaciela

            przynajmniej z jednym wydarzeniem.

            

            Nawet na pobliskim podwórku

            Wyje pierwszy nasz amatorski

            Silnik rakietowy...

            Chcieliśmy wystartować z prędkością

            Co najmniej jednego macha

            I przeskoczyć świat.

 

            Nad Wisłą drzewa jeszcze śpiewają

            Hymn namiętności.

            Wzbudzeni indukcją własną,

            Poruszani wyobraźnią, nie

            Rezygnujemy z siebie, chociaż

            Jesteśmy tak daleko od lat szkolnych.       

           

            Naprzeciw ogólniak, sale 219 i 220

            Zapełniają się do

            Ostatniego miejsca.   

            Ktoś w oddali gra optymistycznie

            na akordeonie. 

            W auli szkolnej otwarte okna,

            Wylatują pierwsi absolwenci.

 

             To ulica Sempołowskiej 2.

            Słyszymy nasze myśli,

            Murmurando młodości.

            Może nie żałujemy, że nie ma

            Tamtych materialnych dowodów

            W podstawie czasu teraźniejszego...

 

            Profesorowie schodzą do auli,

            Przyglądają się absolwentom.

            Czy to możliwe, czy nas nie ma –

            zdają się mówić.

            Szkoła zapełnia się również tamtymi dniami

            Z drogich kamieni w szlachetnej oprawie.

 

            Panie i panowie profesorowie

            W niezapomnianym orszaku,

            Który otwiera dyrektor Witold Statkiewicz,  

            Za nim Eugeniusz Frąckiewicz z przykładnicą,

            Zofia Czarnicka z elipsą w ręce,

            Tadeusz Kwapiński z podwójną całką,

 

            Wacław Derdzikowski z „Weselem”,

            Bolesław Pękala wśród pozytywistów,

            Wanda Domanowska z historią w tle,

            Julian Guzowski przy mostku Wheatstonea,

            Roman Kohucki z napędem jednostkowym,

            Jan Sadowski z klasą w marszu na poligon,

 

            Paweł Bojakowski z chórem i orkiestrą szkolną,

            Tadeusz Dąbrowski z psychologią,

            Jerzy Lota z siłami rozciągającymi,

            Pan Buraczak z regulaminem internatu,

            Dawny woźny z dzwonkiem

            Dyrektor Jan Radomski  

            Zamyka orszak.        

          

            Słyszymy słowa  

            Naszych profesorów.

            Po maturze poszliśmy na lody,

            I nie szaleliśmy na balu maturalnym.

 

                                                                                            Eugeniusz Rychlicki

                                              25 czerwca 2005

                                                50 lat po maturze

  



 
     Budynek szkolny ZST od strony warsztatów szkolnych.
     Fot. E. Rychlicki, 16. 10. 2010.

                                         

 


wtorek, 9 grudnia 2025

 




Eugeniusz Rychlicki

 

Na Adwent

 

Jesienna pogoda wywołuje melancholię

i niepokój, ale gdy nadchodzi

Adwent i budzi się w nas nadzieja.

Wewnętrzna aura przeistacza się

w zachętę do trwania w modlitwie,

poście i życzliwości wobec bliźnich.

 

Oto ołtarz, kapłan odprawia mszę świętą

w fioletowym ornacie

i rozpoczyna się czas pokuty, pojednania

z Bogiem i bliźnimi.

Czas oczekiwania na powtórne przyjście

Chrystusa i uczestniczenia

w mszy św. świętej ku czci Marii Panny.

 

W wieńcu adwentowym umieszczone

są cztery świece, które

oznaczają istotę Adwentu.  

            Pierwsza świeca,

to symbol przebaczenia przez Boga

nieposłuszeństwa Adama i Ewy.  

            Druga świeca jest wdzięcznością

patriarchów za dar

Ziemi Obiecanej.

            Trzecia świeca upamiętnia króla

Dawida, radośnie

celebrującego przymierze z Bogiem.

            Czwarta świeca przypomina

nauczanie proroków

głoszących przyjście Mesjasza

            W Wigilię Bożego Narodzenia

wszystkie palące się

świece w wieńcu stanowią symbol bliskości

Narodzenia Pańskiego,

a ich światło oznacza nadzieję.

 

Zieleń wieńca jawi się w oczach jako

symbol trwającego życia.

Odpowiada nam kształt wieńca,

bo krągły,

jest wiecznością Boga,

który nie ma ani początku, ani końca,

to wieczność życia Chrystusa.  

            Oto wieniec adwentowy –

forma hołdu dla naszego Stwórcy.

 

Narasta podniosłość oczekiwania

 - preludium do zaskarbienia sobie

łask Bożego Dzieciątka,

do wzniosłych dni Bożego Narodzenia,

których przecież jest

zaledwie kilka, ale radość będzie trwać,

bo Pan Jezus przynosi tajemnicę życia

i obdarza nas spełnieniem.

Oto przez otwarte drzwi duszy

i serca wchodzi Chrystus

i rozgląda się za miejscem

i to miejsce już czeka…

Sprawdźmy…

 

                                                         2025