Grota solna
1
Na początku były wzniesienia,
a za wzniesieniami hotel.
Na początku napiliśmy się wody
ze zdroju w Pawilonie Zdrojowym.
Uspokojeni borowiną i nasyceni łagodną
muzyką z ukrycia, chociaż to nie
muzyka Burta
Bacharacha,
mogliśmy sobie sprawić ciąg dalszy.
Jesteśmy w grocie
solnej.
Ściany solne jak
rozgrzane bryłki koksu
w palenisku kuźni.
Przednia ściana ze ściekami
solanki, szemrze i
się wzrusza.
Nad nami sztuczne
pofałdowane niebo,
a brodzimy w
piasku solankowym,
jak uśmiech
słonecznych dźwięków,
jak sączenie
zdrowia ze źródła.
2
W grocie
rozbrojona, nastrojowa muzyka –
uspokaja,
pobudza do przeniesień.
I już
zielone rzepaki, oziminy, żołędzie,
kasztany,
szyszki z modrzewi, odleciały bociany.
I już zbiór
jabłek, dyni i po oliwkach,
a potem od
początku –
wiosenne
dzwonki skowronków,
wierzby w
nowych włosach,
malwy na
wysokości a po lecie astry,
i znowu
marzenia o wiosennej modzie.
Szaleją
improwizacje słowne i muzyczne.
Impresje
niby sianokosy,
dostojnieją
twarze, ale dlaczego słowa
wypowiedziane
w ciemnościach błądzą
i zgrzytają
aż do pierwszej pory dnia,
lecz fajnie,
gdy perlą się dźwięki fortepianowe,
przyprawione
ginem a perły u jubilera
wyzywają
ocean, udają, że głaszczą
fale morskie
pod włos.
Puszcza
wiosenne pąki uśmiech seniora.
W grocie
solnej ubiera się portki
ze splotu
okoliczności.
I już na
scenie William Shakespeare
ze „Snem
nocy letniej” – zabawa w spór
między
faktami a fantazją.
Czy ktoś
doznał słowowzięcia?
Co jeszcze
może się zdarzyć w takim miejscu?
Tu, gdyby
gniew zderzył się z ogniem,
to ogień by oniemiał.
Jakbyśmy się
grzali przy kominku
wyświetlanym
na ekranie telewizora.
Płyniemy na
leżakach wtapiając się
w świat, którego
nie ma, a po wyjściu drink,
gdzie artysta wysokoszklankowy
gra
na kostkach lodu.
Siedemnastoletni
Robert Podański ze Snu
czyta „Poetyckie
Plantacje”.
Gdy humor puszcza parę z ust
świat się śmieje.
2025
Eugeniusz Rychlicki przy figurze woskowej
Williama Shakespeare w Muzeum Figur Woskowych
w Londynie. 04.05.1996 r.
Williama Shakespeare w Muzeum Figur Woskowych
w Londynie. 04.05.1996 r.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz