wtorek, 16 czerwca 2026

 

 
Eugeniusz Rychlicki

Ciepły piec

 

Oparty o ciepły piec kaflowy wyrywkowo

chłodnej wiosny, unoszę się faliście do stron

wydartych z kalendarzy, wytartych gumką myszką,

z kilku łzami na igliwiu sosny.

 

Zaglądam do dzieży wspomnień, do ostów

i powojów, z czarcim żebrem i komosą,

próbuję gorzkiego piołunu

i podziwiam podbiały w podkoszulkach.

Brodzę w złotych zbożach niby

w piaskach pustyni w lipcowym słońcu,

tęsknię do tamtej ciszy gładzącej policzki lasu.

Schylam się i wącham aksamitki, podziwiam

białe i czerwone pąki koniczyny na czapie

zagonu między włosami darni.

Spadam w kałuże na polnych drogach,

gubię tęsknotę w kurzu za bryczką.

 

Gdy Euterpe odejmuje od ust aulos

słyszę zapomnianą piosenkę o łubinie

żółtym jak żółtko i pszczoły grające

w gorczycy ukrywającej subtelności musztardy.

Zauważam i seradelę, zjadaną wieczorem

przez sarny. Błądzę w zagajniku kukurydzy

osłaniającej słoneczniki niby słońca wielu słońc. 

Potykam się i o kępy zapomnianych zdarzeń.

Wykąpany w słodkich wodach 

czuję zapach skwierczących na patelni plendzów.

 

Wracam tam, gdzie moje korzenie.

Śnię teraźniejszość przyjazną życiu,

z dotacją i premią, bez domieszki NO2 z diesla.

Taką mniej doskonałą,

niż posąg młodości,

ale przezroczystą, która potrafi

barwnie się wstydzić.

Barcin, kujawsko-pomorskie.
Źródło: Internet


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz